18.2.26

18.2.26

Tusze WIBO - Queen Size i Volume Drama - tanie, a dobre:))

14
Tusze WIBO - Queen Size i Volume Drama - tanie, a dobre:))

To nie jest reklama, ani współpraca.
 

Jeśli szukacie tuszu, który zrobi z Waszych marnych rzęs firany, 

to przedstawiam Wam dwa od WIBO -

- Queen Size i Volume Drama. 😊


 

Celowo napisałam o marnych rzęsach, 

bo z długich i gęstych każdy tusz uczyni wachlarze😁

Moje zniszczone przed laty stymulatorami wzrostu,

wróciły trochę do normy, ale już nie do takiej jak były.

Tutaj KLIK pisałam o skutkach ubocznych 

odżywek do rzęs zawierających bimatoprost. 


A wracając do tuszy Wibo, 

to na początku zaskoczyły mnie ich szczoteczki!

Wydały mi się wielkie i grube!

Ostatnio przyzwyczaiłam się do silikonowych,

więc te z włosia  mnie przeraziły!

Ale chyba w nich tkwi siła tych maskar.

Nabierają grubo tuszu, 

więc warto obetrzeć nadmiar o brzeg pojemnika.

 

Queen Size i Volume Drama

zagęszczają, pogrubiają i wydłużają.

 Wibo Queen Size dodatkowo podkręca rzęsy.

 

Mają swoje wady,

  Wibo Queen Size może się delikatnie odbić pod okiem,

a  Volume Drama zostawia czasami grudki.

Jednak efekt jaki dają na rzęsach 

pozwala szybko o tych drobnych mankamentach zapomnieć😉 

 


 

Używam obu naprzemiennie od kilku miesięcy.

Jak widać pięknie wydłużają i pogrubiają rzęsy.

Nie osypują się i są trwałe. 

Nie podrażniają - przynajmniej mnie.😉

Dobrze się zmywają płynem micelarnym.

A do tego są na każdą kieszeń!

Na promocji w Rosmannie można je kupić za kilkanaście złotych!

Bez obniżki dwadzieścia kilka😁 

 

Są dowodem na to, że dobry tusz nie potrzebuje odziwnień 

typu maskara z przekręcaną szczoteczką Bourjois KLIK


 A na koniec mój sposób na optyczne zagęszczenie rzęs.

Maluję kreskę na linii wodnej powieki tuż pod nimi😊 

Może wygląda, to nieprzyjemnie,

 ale żadnej szkody nie czyni - serio!

 

Pozdrawiam słonecznie! 

10.2.26

10.2.26

"Dzieci Watykanu. Jak kościół handlował sierotami"

26
"Dzieci Watykanu. Jak kościół handlował sierotami"


Książka jest wstrząsająca...

Przedstawia potworny proceder kościoła, 

którego ofiarami były dzieci i ich matki...

 Maria Laurino, autorka "Dzieci Watykanu"

 przedstawia w przejmujących faktach w jaki sposób

to wszystko się odbywało

i ukazuje historie niektórych ofiar. 

 


 

Czyli w skrócie: księża wpadli na pomysł niezłego interesu.

Wszak można by zarobić na dzieciach...

Wystarczyło tylko zrobić pranie mózgu ludziom i wmówić im,

że pozamałżeńska ciąża, to ciężki grzech i powód do wstydu! 

Grzesznice same zgłaszały się do ośrodków prowadzonych przez kościół,

gdzie rodziły i zmuszane były do pozostawiania swych dzieci.

Nawet, gdy taka matka otrząsnęła się z szoku 

i wracała by dziecko odzyskać, to mówiono jej,

że zostało ono już oddane do adopcji albo zmarło. 

A te "zmarłe" maluchy trzymane były w miesiącami w ośrodkach 

i szukano dla nich rodzin w Stanach.

Dzieci oczekujące na adopcje traktowano jak zwierzątka...

Najmłodsze nie widziały niczego poza sufitem nad łóżeczkiem,

a te starsze godzinami kiwały się w krzesełkach... 

Każde z nich miało wartość finansową dla kościoła 

- do były dolary, a nie dzieci.

Księża i zakonnice nie mieli litości... 

 

Warto wiedzieć takie rzeczy... 

Można przez nie zostać ateistą..

Tak się właśnie ze mną stało...

Bo jeśli czyniąc takie potworności jak sprzedaż dzieci, pedofilia

 z imieniem Boga na ustach,

księża nie boją się kary boskiej, którą nas straszą od wieków,

to NIE MA NIC. 


31.1.26

31.1.26

57 level w rytmach moro

47
57 level w rytmach moro


W urodzinowym twistowaniu towarzyszy mi Tarunia-

 - moja mała sobowtórka😊

Tutaj nasza historia KLIK 

No cóż...
Tempus fugit i nic na to nie poradzimy...
W drugiej połowie stycznia
wskoczyłam na kolejny level gry zwanej Życie😎 
 
W tym roku chciałam, to zrobić 
 z wdziękiem i chyba dzięki Taruni ciut mi wyszło😁



Prawda, 

że morowe z nas dziewczyny?! 😊

Fotki nie do końca aktualne, bo sprzed 3 miesięcy.

Miałam chwilkę wolnego strzeliłam sobie urodzinową sesyjkę.😊

Niestety teraz jestem w ciut gorszej formie. 

Troszeczkę mnie choróbska dopadły...

Po menopauzie uaktywniły się te o podłożu genetyczno/immunologicznym-

 - diagnozuję się już ponad rok.

No i zapowiada się, że zostaną już ze mną na stałe😏 

A na dodatek dopadła mnie bolerioza...

Skostniałam troszeczkę i wszystko mnie boli😉  

Piszę o tym, ponieważ słabo u mnie ostatnio z aktywnością blogową u Was...

Choróbska  i latanie po lekarzach nieco mnie wymęczyło... 

Styczeń, to była kulminacja. 

Trzymałam się długo, ćwiczyłam - choć lżej,

ale w końcu nie dałam rady.

No cóż...

Młoda i zdrowa już byłam, 

teraz pora na tę gorszą wersję😉

Ale jak to mówią,

 trzeba się cieszyć tym zdrowiem jakie się ma! 😊

No i wiecie...

Jak mam kiedyś zejść z tego świata,

to szkoda by mi było zrobić, to w zdrowiu😁😅 

 

Kończę tym mało optymistycznym akcentem...

I nie bójcie się!

Nie będę biadolić w każdym wpisie😜 


Jak już mam chorować, to z humorem!

Przecież sama siebie nie będę zamęczać smęceniem😂 

 

 Trzymajcie się zdrowo!!!

11.1.26

11.1.26

Dezorientacje. Biografia Marii Konopnickiej

32
Dezorientacje. Biografia Marii Konopnickiej

 


 Napisanie dobrego życiorysu nie jest łatwe.

Nie sztuką jest zebranie suchych faktów, 

ubranie ich w mądre słowa i zapakowanie w ładne okładki.

Magdalenie Grzebałkowskiej biografia Marii Konopnickiej udała się znakomicie!

Tchnęła życie w postać poetki, której twórczość znamy ze szkoły

 i raczej nie zastanawialiśmy się nad tym jak żyła i kim tak naprawdę była.

 

 

W czasach, gdy kobiety miały niewiele praw,

Konopnicka zdobyła się na odwagę, by żyć na własnych warunkach. 

 Wyprowadziła się od męża, podróżowała i tworzyła.


 

Wielkie zainteresowanie wzbudza jej relacja z Marią Dulębianką.

Nie ma dowodów na to, że nie był to związek tylko przyjacielski.

Córka po śmierci Konopnickiej spaliła wiele jej listów,

z których można by się czegoś więcej dowiedzieć na ten temat. 

 


 

Ale czy to ważne... 

To jej sprawa prywatna i nic nikomu do tego.


 

Podsumowując - 

-warto przeczytać tę biografię i poznać lepiej  naszą poetkę. 

To nie jest reklama, ani współpraca - książka jest z biblioteki

Pozdrawiam słonecznie! 😀 

4.1.26

4.1.26

Zimowy spacer z Tigerem

29
Zimowy spacer z Tigerem

 

Zapraszam na spacer z moją bestią😁😎

Jeśli ktoś jeszcze nie zna Tigera,

to tutaj KLIK  można o nim trochę poczytać.


 

 Tiger ma już 6 lat,

waży prawie 40 kilo

i spokojnie pociągnąłby mnie na sankach, gdybym takowe miała,

bo jest silny jak tur!


 

 Zima, to jego ulubiona pora roku!

Po jesieni i zimnej wiośnie, 

kiedy to może się w błocie uświnić😁




Warunki spacerowe mamy idealne.

Na tej łące może sobie polatać na luzaku do woli!

Zdarzają mu się też ganianki na nielegalu,

gdy wyskoczy lis z traw albo sarna😉 

Od razu zaznaczam, że krzywdy żadnemu zwierzęciu nigdy nie uczynił,

bo biegnie tylko kawałek dla sportu i wraca😀 

 

 Zna podstawowe komendy,

a jedyna na jaką nie reaguje, to "Zostań"!

Od razu wtedy leci za nami😂 

Dlatego jak czasami się zbuntuje

i nie chce podejść, bo on nie jest z tych grzecznych owczarków,

to mówimy "zostań"! 


 

 Tak więc pierwsza część spaceru, 

czyli bieganie i szaleństwo już za nami😊

Ruszamy dalej przez łąkę...


 

 Tutaj następuje podział hierarchii w stadzie.😉

Pierwszy idzie Szef, czyli Pańcio,

drugi Tiger,

a trzecia Ja - dlatego najmniej się mnie czort słucha😂

A nawet jak idę tuż za Szefem, 

to kombinuje żeby się wcisnąć i być drugi 😎

 Dodam jeszcze, że Tiger długo walczył o przywództwo.

Niestety przegrał z mym mężem i synem. 

Jak nie wygrasz, to on będzie leżał na sofie, a Ty na podłodze... 

Trafił nam się trudny przypadek...😎

Ja jestem ta od miziania, karmienia

 i wymuszania przysmaczków😋 


 

 Ostatnia część spaceru, 

to węszenie po leśnych drogach i chaszczach.

Tutaj Tiger jest zawsze na smyczy.

Bo zwierzyny jest sporo

 i spacerowicze się zdarzają.

Jesienią można łatwo zdobyć grzyby

od grzybiarzy...

Wystarczy puścić luzem Tigerka😂 

A i biegacze osiągnąć by mogli życiowe rekordy 😜




Koniec! Pospacerowane!

Parę tysięcy kroków zrobione!
I tak codziennie!
 
Deszcze i śniegi nam nie straszne! 😁 
 
Naganiany i nawęszony pies, 
to szczęśliwy pies.
 
W sumie ja też, 
bo nie zawsze chciałoby mi się iść na taki spacer😊 
 
 
Pozdrawiamy słonecznie! 
 
A tak wygląda wymuszanie😁 
 

Copyright © Zapiski roztrzepane ....... , Blogger